niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 1:


Podniosłam zmęczone powieki. Czego od razu pożałowałam. Poraziła mnie ta biel w pomieszczeniu.
Powoli otwierałam oczy. Spojrzałam na pomieszczenie w którym byłam.
Szpital.
Tylko dlaczego? Spojrzałam na Swoje ręce. Były obandażowane. Nawet nie chciałam na to patrzeć.
Jestem żałosna. Chciałam się zabić bo coś nie tak poszło mi w życiu?
Czyli jak nie wiem... Pokluce się z rodzicami to tez będę próbowała się zabić?
Jestem żałosna. Mam dopiero 15 lat i niby jakie bym miała mieć problemy?
Jestem w wieku w którym powinnam się bawić a nie leżeć w szpitalu. Odpoczywać będę wiekami w grobie.
Martwa.
Spojrzałam jeszcze raz na sale.
Zobaczyłam śpiąca mamę.
Miala piękne długie czerwone włosy. Czerwone powieki, a w środku piękne zielone duże oczy. Gładkie prawie, ze idealne rysy twarzy. Nie wysoka, szczupła. Moja matka - Midori.
Obok niej siedział wpatrzony w nią z litością w oczach, mój ojciec.
Wysoki mężczyzna. Mial brązowe oczy i do ramion bląd włosy. Wszyscy mi mówili, ze z mama jesteśmy jak dwie krople wody.
- Tato? - zapytałam nie pewnie.
Od razu spojrzał na mnie. W oczach miał łzy. Nic nie powiedział, tylko ostrożnie zdjął mamę z ramienia i wyszedł.
Po jakiś 5 minutach weszła pani pielęgniarka. Obejrzała mnie i wszyła. Ciągle miedzy mną a tata trwała niezręczna cisza.
Oboje myśleliśmy co powiedzieć.. Ale nic nie przychodziło nam do głowy. Zrezygnowana ułożyłam się na twardym łózko i  zasnęłam.
 Dwa tygodnie później wypisali mnie ze szpitala. Ale w moim życiu już nie było tak wesoło. Przyjaciele się odwrócili, z rodzicami miałam napięcie. Moje oceny z dnia na dzień spadały w dól.
Po trzech miesiącach od wypisania ze szpitala dalej miałam ślady na rekach i ludzie dalej gapili się na mnie jak na dziwadło a możne z współczuciem? Sama nie wiem. Nie dawno moi rodzice mieli śmiertelny wypadek.

     'Były święta Wielkanocne. Ze święconka jechaliśmy do babci u której miała się odbyć uroczystość. Ja słuchałam muzyki na słuchawkach. Tata prowadził. Na skrzyżowaniu mieliśmy zielone. Tata ruszył. Ale nagle.. Ciężarówka wyjechała nam na drogę.
Mama krzyczała.'
 3 Ofiary , ale... ja jedna.. Przeżyłam. Miałam rozcięta głowę , przecięte pod okiem podłużna linie , tak
jakby jedna samotna łezka mi leciała , ale nie chciała spłynąć dalej i wstrząs mózgu.
  Jak narazie mieszkam u babci. Ale moja ciocia (siostra mamy) , która mieszka w Tokio powiedziała , ze po pogrzebie weźmie mnie do siebie.
Na zawsze.
Ale przynajmniej będę mogła zacząć od nowa.
W nowym miejscu.
Z nowymi ludźmi.
Nie wspominając boleśnie mojej matki i ojca. Nie przypominając Sobie jak się ucieszyłam gdy mama pozwoliła mi zrobić kolczyka w wardze lub przefarbować na jakikolwiek chce kolor włosów. Nigdy tego nie zapomnę. Albo jak godzinami z tata śmiałam się oglądając kabarety. Byłam zwykła nastolatka ciesząca się życiem. Miałam przyjaciół.. Chłopaka.. To wszystko się skończyło
przez moją melancholie. Wiem, jestem jestem żałosna.

----
Rozdział gotowy^.^ . Początek będzie trochę melancholijny , ale mam nadzieje ze przez to nie przestaniecie czytać tego bloga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz